Zobacz temat - Wasza ulubiona książka - Forum Snookerowe | 147.pl

Szukasz nowego mieszkania w Gdańsku? Mieszkania Gdańsk - wszyscy deweloperzy z Gdańska w jednym miejscu
Forum Snookerowe | 147.pl Strona Główna Forum Snookerowe | 147.pl

Forum miłośników światowego snookera



147.pl  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
Snooker 147.pl - Serwis snookerowy

Poprzedni temat «» Następny temat
Wasza ulubiona książka
Autor Wiadomość
rodak
crash into me



Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Lip 2007
Posty: 1587
Skąd: Żywiec/Warszawa
Wysłany: 2014-12-08, 21:54   

J. Dukaj - "Lód".
Oj, długo się przystawiałem do Dukaja, bo ja w ogóle mam mieszane odczucia jeżeli chodzi o hasło "polska fantastyka/ science fiction". A jednak, muszę tutaj napisać: Lód (zapewne przez wszystkich już czytany, ale co mi tam - przyznam się, że ja dopiero teraz), to jest naprawdę dobra książka. Zarówno koncept jak i forma: dwudziestolecie międzywojenne, chociaż żadnej wielkiej wojny nie było, bo meteoryt, który uderzył w syberyjską tajgę w 1908 roku diametralnie zmienił klimat na świecie. Klimat i prawa rządzące światem. Ogromne mrozy, lute przemierzające świat i zamrażające wszystko dookoła, "ćmiatło" i "ćmieczki" rzucające nieprzenikniony mrok. Polska, wciąż pod zaborami, Warszawa skuta lodem, kolej transsyberyska prowadząca do krainy wiecznej zimy, bogatej w złoża tungetytu, piłsudczycy bez niepodległej Polski. Plus rozprawy bez mała filozoficzne, logiczna, naukowe. I styl narracji - specyficzny, związany z poglądami logicznymi głównego bohatera. "Pisało się list. Się zastanowiło się".

Mój ulubiony, z jednej strony uroczy, z drugiej ładnie napisany, a z trzeciej niegłupi fragment książki (jak na razie, bo jeszcze trochę "Lodu" przede mną. Oto główny bohater siada do stołu w wagonie kolei transsyberyjskiej z przygodną towarzyszką podróży, z którą nawiązuje flirt. Przy stole nawiązują dziwaczną grę, takie szachy sztućcowo-naczyniowe.



3.
„Pojawiła się na stole zastawa, wypolerowany samowarek, dzbanuszki z mlekiem, misa z owocami. Panna Jelena, z główką lekką pochyloną, spoglądając spod rzęs czarnych, zaczęła bawić się rajskiem jabłuszkiem. Obserwowało się ją przez palce lewej ręki, na której wspierał się teraz ciężar głowy bezwładnej. Panna śpiewała coś pod nosem, chochlik-iskiernik przeskakiwał z jej oczu w rubin na szyji i z powrotem. Wysunąwszy w wielkim namyśle koniuszek języka, położyła różowe jabłuszko pomiędzy samowarem a cukierniczką, na linji dzielącej w poprzek ośmioosobowy stół. Spojrzało się na jabłuszko, na pannę, na stół, na jabłuszko. Czekała. Wybrało się z koszyczka maślaną bułeczkę i umieściło się ją w takiej samej odległości po przeciwnej stronie samowara. Panna Jelena przycisnęła grzbiet dłoni do warg czerwonych. Po chwili zastanowienia przesunęła sąsiednią zastawę, otwierając białą równinę obrusu na swojej lewej flance. Odpowiedziało się gieneralną rearanżacją sztućców. Panna Jelena, nadąwszy uroczo policzek, ustawiła karafkę z wodą w środku strugi promieni słonecznych, kładąc na swoją część stołu błękitno-zielone tęcze. Się szarpnęło się za wąs, przygryzło się paznokieć. Solniczka, cała nadzieja w solniczce.
Nie zna się zasad gry, a jednak się gra. Spoglądało się na pannę Jelenę z nieskrywaną podejrzliwością. Czy był to jedynie kolejny odruch nadenergicznego dziewczęcia, czy też ona dobrze wiedziała, co czyni? Być może nie tylko ów wyjęty z życia epizod, kilkudniową podróż Transsibem, czas poza czasem – ale całe życie swoje rozgrywa podobnie. Nie zna się zasad gry, a jednak się gra. Tak osiągnie się mądrość, której nie osiągnie się w żaden inny sposób. Rodzimy się – nie wiemy po co. Dorastamy – nie wiemy do czego. Żyjemy – nie wiemy dla czego. Umieramy – nie wiemy w co. Szachy mają reguły, zimucha ma reguły, nawet dworskie intrygi rządzą się swoimi zasadami – a jakie są prawidła życia? Kto w nim wygrywa, kto przegrywa, jakie są kryterja zwycięstwa i klęski? Nóż służy do krojenia, zegar – do odmierzania czasu, pociąg – do przewożenia towarów i pasażerów; do czego służy człowiek? Nie zna się zasad gry, a jednak się gra. Wszystkie inne gry stanowią wobec niej dziecinne uproszczenia na granicy oszustwa, ogłupiające ćwiczenia w mechanicznej sprawności rozumu. A to jest gra prawdziwa. Jej reguły i cel pozostają nieznane – można o nich wnioskować jedynie z samego gry przebiegu, tylko tak się przejawiają, w naszych własnych posunięciach. Nie ma sędziego. Przegrywasz, wygrywasz – ale dlaczego i skąd ta pewność, nie potrafisz wyrazić w żadnym języku międzyludzkim. Solniczka szachuje musztardę. Nie zna się zasad gry, a jednak się gra.
Zwyciężyła, obracając łyżeczkę na obrusie o dziewięćdziesiąt stopni. Kombinacja trzech porcelanowych kubeczków paraliżowała maselniczkę. Pod chlebnikiem padły szklanki i kieliszki; śmiała szarża flakonika z bukiecikiem świeżych kwiatów unieruchomiła pancerniki talerzy metalowych. Nóż zatonął w bagnistej konfiturze. Słońce padało na serwetki; cień solniczki wskazywał lewy róg stołu. Odwody półmisków z wędlinami nie przybywały. Chleb był biały, drobnoziarnisty. Pozostało poddać sałatkę.”
_________________
Maps can be poems
when you're on your own
and distance is braille
and all that entails
 
 
 
Nosferatu



Dołączył: 07 Paź 2013
Posty: 462
Skąd: Transylwania
Wysłany: 2014-12-12, 13:32   

Powiedz, że jeszcze strzelasz "lajki" pod adresem Tadeusza Micińskiego, a pragnę Cię poznać... :mrgreen: 8-)
_________________
OLD SCHOOL FOREVER - Alex Higgins, Ray Reardon
 
 
rodak
crash into me



Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Lip 2007
Posty: 1587
Skąd: Żywiec/Warszawa
Wysłany: 2014-12-12, 16:44   

No nie. Miciński to zdecydowanie nie moja bajka. Próbował mnie do niego przekonać Jerzy Sosnowski kiedyś, ale nie.
_________________
Maps can be poems
when you're on your own
and distance is braille
and all that entails
 
 
 
rodak
crash into me



Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Lip 2007
Posty: 1587
Skąd: Żywiec/Warszawa
Wysłany: 2014-12-17, 09:38   

Jak się powiedziało "A" w temacie muzyki, to czas powiedzieć "B" w temacie literatury (poezji).

Nie pytaj próżno, bo nikt się nie dowie.
Jaki nam koniec gotują bogowie,
I babilońskich nie pytaj wróżbiarzy.
Lepiej tak przyjąć wszystko, jak się zdarzy.
A czy z rozkazu Jowisza ta zima,
Co teraz wichrem wełny morskie wzdyma,
Będzie ostatnia, czy też nam przysporzy
Lat jeszcze kilka tajny wyrok boży,
Nie troszcz się o to i ... klaruj swe wina.
Mknie rok za rokiem, jak jedna godzina.
Wiec łap dzień każdy, a nie wierz ni trochę
W złudnej przyszłości obietnice płoche.
_________________
Maps can be poems
when you're on your own
and distance is braille
and all that entails
 
 
 
adrenalina



Dołączył: 21 Gru 2014
Posty: 1
Skąd: Łódź
Wysłany: 2014-12-21, 23:02   

Witam, orientuje się może ktoś czy będzie wydana w polskiej wersji autobiografia Sullivana?
 
 
Adam_OK
Moderator



Pomógł: 2 razy
Dołączył: 18 Maj 2008
Posty: 1144
Skąd: Ząbki koło Warszawy
Wysłany: 2014-12-22, 16:49   

adrenalina napisał/a:
Witam, orientuje się może ktoś czy będzie wydana w polskiej wersji autobiografia Sullivana?


To ten żużlowiec (Ryan Sullivan) napisał jakąś autobiografię? ;-) Bo jeśli myślisz o snookerzyście, to on nazywa się O'Sullivan ;-) i z tego, co wiem, to coś tam gdzieś kiedyś się przebąkiwało o wydaniu tego po polsku, ale to było dawno i nieprawda, więc pewnie nic z tego nie będzie.
_________________
Czasem trzeba się cofnąć, aby móc iść dalej
 
 
Wanda



Pomógł: 10 razy
Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 3389
Wysłany: 2014-12-26, 16:31   

"(...) Czy to jest właśnie to, czegoś się spodziewał?
Czy rodząc się, mogłeś wiedzieć, żeś tylko w jedno się przedarł
życie - że cała reszta czeka cię, obca i żywa?"

Dziś w nocy zmarł Stanisław Barańczak...
_________________
Ronnie: I can win more...
 
 
AnAr47
Vamos Rafa!



Pomógł: 3 razy
Dołączył: 17 Sie 2007
Posty: 1397
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-12-26, 18:57   

Genialny tłumacz sonetów Szekspira. Najlepszy z najlepszych.
Świetny poeta, odważny człowiek.
Wielka szkoda, że odszedł wcześnie.. :-(
_________________
The question is not how much does Ronnie O'Sullivan need snooker, but how much does snooker need Ronnie O'Sullivan?

Nadal - najpiękniejsze słowo świata..
 
 
rodak
crash into me



Pomógł: 4 razy
Dołączył: 19 Lip 2007
Posty: 1587
Skąd: Żywiec/Warszawa
Wysłany: 2014-12-29, 09:35   

Jako poetę to niestety Barańczaka nie poznałem, albo - jeżeli poznawałem, to nie trafiał. Ale jako tłumacza - o matko! Geniusz. Nawet taka głupia sprawa - prawie każdy wiersz, który w tym temacie przytaczałem, a w oryginale był po angielsku - tłumaczył Barańczak. Choćby ten powyżej ("Do not go gentle..."). To był taki tłumacz, że do genialnej poezji potrafił dołożyć coś od siebie - właśnie dlatego, że sam był poetą i miał ten dar, że czuł wiersze (coś, czego brakuje wielu tłumaczom, przekładającym wiersze ze słownikiem) - i taki wiek po barańczakowskim ulepszeniu brzmiał jeszcze lepiej. Nie wiem, kto z polskich tłumaczy by się potrafił zmierzyć z utworami e.e. cummingsa i nie poległ by sromotnie.

Sztandarowym przykładem tłumaczenia, w którym Barańczak dodał coś od siebie, czyniąc wiersz jeszcze lepszym jest ten króciutki utwór Emily Dickinson:

To make a prairie it takes a clover and one bee,
One clover, and a bee.
And revery.
The revery alone will do,
If bees are few.

By stworzyć prerię,
starczy jeden zgoła
Kwiat koniczyny,
Marzenie
I pszczoła.
Jeśli pszczół nie ma ani na lekarstwo,
Same rojenia wystarczą.


Chyba już się zresztą tutaj nad tym zachwycałem, ale przetłumaczyć "revery" (we wcześniejszych linijkach przekładane jako "marzenie") w ostatniej linijce jako "rojenie", gdy pisze się o prerii, kwiatach i pszczołach - no, to trzeba mieć właśnie ten dar poetycki.
_________________
Maps can be poems
when you're on your own
and distance is braille
and all that entails
Ostatnio zmieniony przez rodak 2014-12-29, 16:08, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
timshel



Dołączył: 08 Gru 2014
Posty: 51
Wysłany: 2014-12-29, 15:10   

rodak napisał/a:
To był taki tłumacz, że do genialnej poezji potrafił dołożyć coś od siebie - właśnie dlatego, że sam był poetą i miał ten dar, że czuł wiersze (coś, czego brakuje wielu tłumaczom, przekładającym wiersze ze słownikiem - i taki wiek po barańczakowskim ulepszeniu brzmiał jeszcze lepiej.

To jest ta subtelna, acz znacząca różnica między tłumaczem-rzemieślnikiem, a tłumaczem-interpretatorem. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z przekładem dość dosłownym, mniej lub bardziej solidnym, wykuwanym mozolnie, ostrożnie, czasem wręcz topornie. Barańczak natomiast podchodził do tekstu całościowo. Brał go na warsztat, traktował poszczególne słowa, zdania, frazy jak farby, i malował obraz po swojemu. Odważnie dysponował dostępną mu paletą barw i nie bał się wyjść poza ramy słowne języka oryginału. On nie miał w ręku pędzla, za pomocą którego jak najwierniej starał się skopiować dany utwór. On tym pędzlem był. Zdawać by się mogło, że ronił krople z czary geniuszu oryginalnego twórcy, gdy tymczasem wydobywał właśnie kwintesencję przekazu, dodatkowo okraszając ją nutą własnego talentu. Może i powodów takiego stanu rzeczy rzeczywiście należy upatrywać między innymi w tym, iż sam był poetą. Nie umniejsza to jednak soczystości i intensywności jego przekładów, a ich autor jawi się czytelnikowi jako kreator.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group